Artykuły z kategorii Opowiadania miniatury

Deszcz

Padał deszcz. Woda spływała w dół ulicy małymi strumyczkami na przemian dzielącymi się i łączącymi. Woda porywała drobne śmieci z ulicy, piasek i wiozła to gdzieś daleko…

Jesiennie mi jest

Jestem dziś cała jak wierzba płacząca. Chowasz się w moim cieniu, bawisz między liśćmi, obejmujesz ramionami pień, zaplatasz gałązki w warkocz. A ja dziś płaczę. Jesiennie zamyślona, strzepując poranną rosę z powoli opadających liści wywołuję imiona kwiatów wiosennych. Odpowiada mi głucha cisza. Tylko psy gdzieś w dali żałośnie szczekają o miskę strawy. Czas zwalnia swój [...]

Narodziny indywidualizmu

Zasłonić się cieniem. Zimnym, wilgotnym cieniem. Coś po mnie łazi. Jakieś małe ludziki drepczą korytarzami linii papilarnych. Przedzierają się przez dżunglę owłosienia. Wydrapują małe ranki małymi kilofami i młotami pneumatycznymi. Drążą tunele jak robaki w jabłku rozpoczynającym swój proces gnilny.

Człowiek – maszyna złośliwości

Kawałkami czyjegoś ciała wycierasz podłogę. Kawałkami czyjegoś ciała przedrzeźniasz grabarzy. Worek ze śmieciami w środku. Skóra. Wątroba. Płuca. Może serce i może mózg. Woda i krew jak żart. Rdza na kościach. Drwisz. Szydzisz. Wydłubiesz sobie kiedyś oko swoimi żartami. Zadławisz się kiedyś własną głupotą.

Oko

Wyjęłam sobie oko. Prawe. Tak ładnie się błyszczało. Było niemal idealnie okrągłe. Stałam później długo przed lustrem i oglądałam pusty oczodół. Oko było jeszcze dosyć śliskie. Wypadło mi z ręki i wpadło do umywalki. Rozbiło się na tysiące, miliony drobnych kawałków. Nie udało mi się już ich posklejać. Odkręciłam wodę. Lodowaty strumień spłukał lśniące kawałki.

O bezsilności w reklamie wody niegazowanej

M. w kuchni zbiera swoje rzeczy w znanym, choć już obcym mieszkaniu. Mieszkanie już pozbawione pamiątek po M. wygląda tak dziwnie i bezradnie. M. spokojnie składa deskę do prasowania, zbiera puste butelki po wodzie nie gazowanej, metodycznie uprzątając ślady swojej obecności. Jest taka smutna i ładna w swej lnianej sukience, aż kłuje w serce. Jedyne, [...]

Bezruch

Leżę. Leżę już od dawna. Prawdę powiedziawszy, nie pamiętam by kiedykolwiek było inaczej. Ciągle w tym samym miejscu – przez minuty, godziny, lata. Mam czas, dużo czasu. Nic nie wskazuje, bym w przyszłości miał się poruszyć. Leżę i obserwuję. Czyż mam coś innego do roboty?

Najgorsi są ci najwrażliwsi, co oni z nami robią…

Telewizyjna sieczka. W ciągu godziny naszpikowano mnie radami, bez których żyć nie można. „Moja rodzina może jeść nawet gołąbki, nie grożą nam już wzdęcia”. Co to jest, ja się pytam? Dziadek Jan Król zajada Wedla, babcia Janina Pawełki, a widownia Idola zachowuje się tak, jakby sam Gierek miał zaraz przez studio przejeżdżać.

Wariatkowo

Napisać coś, opisać, pokonać haszyszową niemoc. Spowolnione ruchy, spowolniony świat. Kręci się. Czyli nic nowego. Nuda. Urozmaicić rzeczywistość. Co można zrobić w sobotni wieczór w celu wyjaskrawienia krajobrazu? Człowiek o nerwach jak postronki idzie na imprezę do akademika Akademii Sztuk Pięknych.

Breslau

Otwieram drzwi i zamieram chłonąc zapach podłogi. Dociera do mnie obraz Żyda, kamienicznika doglądającego dziewczynę, która ją pastuje. Tych podłóg już nie ma a i sam starozakonny dawno na łonie Abrahama.