Karkołomny wywód o niczym

Świat jest coraz bardziej dziwny. Niektórzy twierdzą, że dzięki temu, życie jest bardziej interesujące, bo rozrywką zajmują się wszyscy, a nie tylko satyrycy. Zresztą satyryków jest jak gdyby coraz mniej. Kupili ziemię i udają rolników.

Od czasu do czasu tylko powiedzą, lub napiszą coś śmiesznego. Za to w okrągłym obiekcie w sercu Polski kabaret leci na okrągło. Częste transmisje telewizje i liczne wywiady z szołmenami powodują, że widownia nie ma już siły się śmiać. Wzdycha tylko bezsilnie patrząc jak mocują się ze sobą satyryczne potęgi. A jest, o co walczyć, bo kiedy jeden coś powie, to drugi ma obowiązek odpowiedzieć. Nawet, jeśli nie chce, bo przecież:

Tylko błazen,
Puszcza kpiny płazem.

A tytuł błazna nie jest zbyt nobilitujący dla ludzi, którzy czują się, co najmniej kandydatami na królów. Sporo radości mają także mieszkańcy okolicznych księstw, którzy nie tylko oglądają nasz program rozrywkowy, ale starają się również wziąć w nim udział poprzez złośliwe komentarze. W końcu dochodzi do tego, że mężem stanu jest całkiem ktoś inny niż moglibyśmy przypuszczać, bo:

Mężem stanu, drogie panie,
To on jest, kiedy jest w stanie.

Nie wiem czy pojęcie „mąż stanu” nie powinno wypaść z obiegu, jako niepoprawne politycznie, gloryfikujące tylko jedną płeć. Dla równowagi należy wprowadzić także definicję „żona stanu”. Nie napisałem „żony stanu”, bo to by sugerowało, że „stan” może mieć kilka „żon”, a to także, ze względu na poprawność moralną, nie byłoby właściwe. Samo słowo „stan” jest z gruntu złe, bo kojarzy się od razu ze Stanem X, który kandydował, i z „poważnym stanem”, co brzmi niepokojąco. „Stanie” jako pochodna od wyrazu „stoi” ma wyraźnie charakter pornograficzny, chociaż nie spełnia wszystkich warunków, jeśli tkwi w bezruchu. Na wszelki wypadek z takich dwuznaczności warto zrezygnować, bo przecież zawsze czymś to można zastąpić. Na przykład „bazuje” lub „stacjonuje”. Słowo „stan” tezaurus Billa Gatesa – nie wiadomo dlaczego – proponuje zastąpić słowem: „kibić”, ewentualnie „biodra” – lecz to odpada ze względu na skojarzenia erotyczne, lub słowem „talia” – odpada ze względu na budzenie zainteresowania hazardem. Pozostaje, więc nam tylko przyjąć ostatnią propozycję Billa – słowo „pas”. To pasuje do wojskowego drylu. Z niczym szkodliwym się nie kojarzy, co najwyżej z koniecznością wychowania młodzieży, a z tym może nie zgodzić się tylko sama młodzież.

Porzućmy już te rozważania semantyczne, bo przecież liczą się skróty myślowe, a nie dłużyzny. Zresztą wśród polityków jest wielu mężów słusznej postury umysłowej, którzy widzą nie tylko tu i teraz, ale także tam i przedtem. Niestety nie brakuje w Polsce dupków, którzy złośliwie twierdzą, że:

Nie każda głowa chora,
To zaraz Wernyhora.

Henryk Brunon Szumielski – 06.02.2007.

Poprzedni wpis
Następny wpis
Comments are closed.