Breslau

Otwieram drzwi i zamieram chłonąc zapach podłogi. Dociera do mnie obraz Żyda, kamienicznika doglądającego dziewczynę, która ją pastuje. Tych podłóg już nie ma a i sam starozakonny dawno na łonie Abrahama.

Takie miejsca mają swoją historię. W którym pokoju zapalano szabasowe świece? Gdzie w kuchni stał piec? Mimo wszystko mieszkanie pachnie świeżością, jest dość sterylne, nawet szpitalne i zimne, jakby obdarte z pamięci. Stojąc w oknie obserwuję podwórze, gołębie i śmietniki.

Kto patrzył na nie 80 lat temu? Czy te wielkie drzwi łączące nasze pokoje były kiedyś otwierane i z jakiej okazji? Więcej było żałoby i płaczu czy hucznych przyjęć? Gdzie mieścił się gabinet a gdzie dzieci rozrzucały ołowiane żołnierzyki? Móc choć raz spojrzeć tamtymi oczami i przechytrzyć ziarenka w klepsydrze.

Często za oknem widzę powozy, kapelusze i parasolki, tiule i muśliny, laski z czereśniowego drewna i rękawiczki od Sterna, fajki i falbanki, szyld zakładu krawieckiego pisany gotykiem i te starą kwiaciarkę zza rogu co klnie jak szewc plując przy tym tytoniem.

Słyszę gwar, strzępki niemieckich słów, widzę twarze ale dlaczego w kolorze sepii? Więc to nie obłęd a jedynie surrealistyczna moc wyobraźni i piętno setek przejrzanych fotografii z początku wieku. Jaka szkoda…

Anita Impert
niecna@wytnijtu.gazeta.pl

Poprzedni wpis
Następny wpis
Comments are closed.