Więc chciałam kupić kapcie, laczki jak zwał tak zwał, zimno w stopy, konieczny zakup. Idę przez Wrocław – widzę je są kurewsko czerwone, ze złotymi kuleczkami i bogatym haftem, cudowny kicz pierwszej wody. Myślę – muszę je mieć, kapcie w stylu mojej babci, tylko dorzucić trwałą i szafa gra a komoda tańczy.
Kupiłam cena bardzo niewygórowana chyba na kieszeń każdej emerytki, student jak emeryt więc chwała producentom. Jakby nie patrzeć – 6 zł paczka fajek.
Wracam ze zdobyczą do domu. Andrzej zapatrzony w monitor – robię prezentację zakupu. Patrzę… kapcie są różne. Owszem czerwone hafcik inny, jeden ma perełki, drugi złote kuleczki. Obydwoje stwierdzamy że to nawet fazowe, dwa różne kiczowate kapcie babuni. Jakby trzasnąć ze dwie staruszki niczym Raskolnikow i zapieprzyć cichobiegi :-). Ale patrzę dokładniej… Dwa prawe… I tu się bajka skończyła, pobiegłam wymienić. Szłam w deszczu, nie mogąc opanować głośnego śmiechu. Absurd…
Anita Impert
niecna@wytnij-tu.gazeta.pl