Nie potrafię w pociągu skupić uwagi na czymkolwiek. Żadna książka, żadna rozmowa nie jest w stanie zająć mnie na tyle bym przestała rozdrapywać. Ta swoista ruchoma poczekalnia wyzwala we mnie sprzeciw na jakąkolwiek ingerencję z zewnątrz. Nieistotne jest czego słucham i co widzę za oknem. Odliczanie… jeszcze tylko dwie godziny, jedna, pół…
Zjawisko autyzmu występuje tylko na trasie Wrocław – Szczecin, nigdy z powrotem.
„Za oknem nic nie ma, nic nie ma, nic nie ma więc chwytam się Ciebie rękami obiema by wierzyć że chociaż Ty jesteś”. Muzyka, papieros i beznamiętne gapienie się w okno – jedyna dopuszczalna rozrywka.
A w środku czarno. Hipotezy, analizy, insynuacje, aluzje… jednym słowem wielka nadinterpretacja. I żeby chociaż zasnąć, przestać rozumieć, zatrzymać ten opętańczy taniec myśli co jak u Leca nieuczesane. Wirują obijając się o ściany, pijane nadmiarem nadziei. Chocholi taniec, nieprzytomnie bezwolny a jakiż wymowny…
Anita Impert
niecna@wytnij-tu.gazeta.pl