JEROZOLIMA III
Jest ciemno. Ale to nie noc. Coś jak zaćmienie słońca albo wyjątkowo paskudna burza. Nie. To on. To jego oczy są ślepe na światło, którego jest wszędzie pełno. Jego ręce i nogi są zdrętwiałe; nie może nimi poruszać. Cały jest sparaliżowany.
Jego wzrok pada na ciemnoszary piasek i stojących na nim ludzi. Przypomina sobie. Zaczyna rozumieć. Doczekał się dalszego ciągu. Teraz powinni…
Krzyż – część 4
Z Pamiętnika Poststudenta
Szata graficzna ziemi się zmienia. Gaja odnalazła dawno zagubioną kosmetyczkę pod stertą zimowych ubrań i zaczyna szaleć. Wszędzie pojawiają się kolorowe kropki, tworząc taneczną mozaikę. Zdaje się, że z każdą chwila do miasta wdziera się nieokiełznana Matka Natura w tęczowych legginsach i z różowymi okularami. Oczekiwana przez tysiące zmęczonych obywateli świata, którzy przebrnęli przez depresyjne noce i ubogie w światło dni. Pozamykani w swoich ocieplanych ściankach marzyli o dawce promiennego szczęścia. I stał się cud! 20 Marca o godzinie 0:00 przyszła magia, pełna fantazyjnych kolorów, kształtów i zapachów.
Krzyż – część 3
Następnego dnia Adam wstał w świetnym humorze, którego nie zepsuł nawet widok poplamionych krwią bandaży ani ból każdego ruchu dłonią, każdego kroku. W jego żyłach dawno nie krążyło tyle endorfiny. Choć, po prawdzie, raczej powinien czuć niesmak i mieć wyrzuty sumienia, że wykorzystał tę biedną, zdesperowaną dziewczynę. Powinien. Ale… powoli, nieświadomie, wyłamywał się z ograniczeń powinności, przyzwoitości. Gdzieś, tuż poza granicą wzroku kiełkowała w nim mentalność übermenscha.
Krzyż – część 2
Po dwudziestu czterech godzinach pieszej wędrówki Adam wyglądał na zwykłego włóczęgę, zakurzony i zarośnięty (szczecina na jego twarzy, wierna wielopokoleniowej tradycji, gęstniała w oczach). Zdążył zostawić daleko w tyle Katowice, drogi o znajomych nazwach. Teraz to były już tylko drogi, boczne, rzadziej uczęszczane, wąskie i kręte, drogi tak zwanej prawdziwej Polski, wydeptywane przez tak zwanych prawdziwych Polaków.
Pierwsza była drobna, koścista staruszka. Minęła go, zatrzymała się, odwróciła i go dogoniła. Nie wiedziała, dlaczego, nie wiedziała, co temu obcemu mężczyźnie mogłaby powiedzieć. Widziała przesączone krwią opatrunki na jego dłoniach i coś podpowiadało jej, że to nie był przypadek, że znak, na który czekała całe życie, właśnie się jej objawił.
Krzyż – część 1
1. NA KRAWĘDZI
Tłum na chodniku przy ulicy Warszawskiej gęstniał z minuty na minutę. Ludzi, jak muchy, przyciągała obietnica zapachu świeżej krwi. Po mieszkaniu na ostatnim piętrze kamienicy nerwowo krążył komornik, którego egzekucja bynajmniej nie przebiegała według planu; wynajęty przez niego ślusarz udawał, że wcale nie jest zaangażowany w tę przykrą aferę, a dwaj niedoświadczeni policjanci wysłani, żeby zobaczyć co się właściwie tam działo, zastanawiali się, czy już powinni kogoś wezwać na pomoc, czy jeszcze poczekać.
Blogo i intymno
Miejsce zamieszkania 2009r.
Tak mi blogo, intymno i walentynkowo.
Też bym potańczył, ale w tym roku bagno nie zamarznie z powodu ocieplania stosunków.
To nie przerost prywatności. Po prostu coś zaiskrzyło, wydzieliła się jakaś chemia, a potem nagle skończyło się. I tylko pies sąsiadów wyje do gwiazd, żeby przestały – on też miał pałę z matmy.
Mam na imię Lisa – część druga
Przez uchylone okno wdzierało się do pokoju chłodne, poranne powietrze, a na pajęczynie, którą niepostrzeżenie uwił podróżny pająk, w prawym górnym rogu jego ramy, lśniły mikroskopijne krople porannej wilgoci.
Z każdym kwadransem słońce zaglądało coraz śmielej i niżej w otchłań głębokiego podwórza, choć daleko było mu do ogrzania samego jego dna. To w zasadzie zdarzało się niezwykle rzadko, prawie nigdy, jako, że poza kamienicą Matyldy, dwie pozostałe, okalające podwórko, były o trzy piętra wyższe.
Nowości wydawnicze – marzec 2009
Nowości wydawnicze – marzec 2009
Story ze Starego… Czyż jestem stróżem brata mego?
Czasy były ciężkie. Nie mieliśmy tych waszych mikrofali, lodówek, komputerów. Nawet cholernych kombajnów „Bizon” nie było, tylko same bizony, w dodatku biegające na zupełnie innym kontynencie. Musieliśmy sobie radzić wysiłkiem rąk naszych, chodzić jak dzikusy w zwierzęcych skórach, kąpać się w rzekach i liczyć, że jajka dzikich ptaków wolne są od salmonelli. Zresztą, jeśli chcecie się przekonać, jak to mniej więcej było, wyskoczcie na tydzień do lasu w samych majtkach. Mocne wrażenia gwarantowane.
Czytam dalej »
Plama
Na podłodze w kuchni było pełno krwi. Jacek starał się nie wdepnąć, w razie gdyby nieuchronne śledztwo (a w jego głowie śledztwo już się toczyło, po jego kuchni już biegali eksperci od dowodów rzeczowych, którzy podejrzanie przypominali gości z serialu „Dexter”) zatoczyło szalone koło i objęło jego skromną osobę jako potencjalnego sprawcę zbrodni.
Potem zobaczył butelkę. I wzruszył ramionami. Takie rzeczy przydarzały mu się nagminnie. Zobaczył czerwoną substancję na podłodze, uznał, że jego kuchnia stała się areną brutalnej zbrodni. Logiczny wniosek. Nie ma się co przejmować tym, że zupełnie nieprawdziwy. Ani tym, że tajemnicza substancja to rozmazany po płytkach keczup.